Wpisy z tagiem: rosja

niedziela, 04 grudnia 2011
Moja przygoda z muzyką rosyjską - Malinovka

Dawno, dawno temu, jeszcze w czasach szkoły podstawowej, miałam wątpliwy zaszczyt „uczyć” się rosyjskiego... Słowo „uczyć” jest w tym przypadku mocno przesadzone i mocno na wyrost. Z tych czasów w mojej głowie nie pozostał nawet ślad znajomości cyrylicy, o sympatii do narodu rosyjskiego już nie wspomniawszy... I tak minęło kilkanaście ( a może więcej lat...), podczas których było mi doskonale wszystko jedno, co się znajduję za wschodnią granicą naszego cudnego kraju.

Jakieś 3 lata temu jednak, gdy moje życie zostało po raz kolejny wywrócone do góry nogami, a ja miałam wrażenie, że jak Ania z Zielonego Wzgórza, znalazłam się w czarnej otchłani rozpaczy, coś się wydarzyło...Rozpaczając i użalając się nad sobą, starałam się usilnie uzależnić od internetu (co prawie mi się udało), marnotrawiąc swój drogocenny czas na serwowanie po stronach www i zakruszaniu klawiatury wszelkiego rodzaju paszą dla skrzywdzonych przez życie (czytaj: czekoladki, chipsy, paluszki itp., itd.).

Pewnej pięknej nocy, w ramach zabijania nudy i podłego nastroju, postanowiłam odnaleźć pewnego zaskakującego artystę, na którego natrafiłam kilka miesięcy wcześniej. Od tego momentu moja historia staje się wyjątkowo mało wyjątkowa i oryginalna. Tak wielu z Nas przecież zaczynało swoją przygodę z muzyką rosyjską od niego...Cóż więc takiego się stało? Otóż, wpisałam w YT „rosyjski”+ „kontratenor”... I serwis „wypluł” mi mnóstwo wyników z hasłem VITAS w opisie... Pierwsze z brzegu wideo- Opera II. Ten sam kawałek, który zobaczyłam czas jakiś wcześniej...

Czemu dopiero za drugim razem tak mnie ten głos powalił na kolana? Nie wiem. Wiem tylko,że mój zachwyt był tym większy, im więcej Vitasa słuchałam. Z racji mojej nieznajomości rosyjskiego, zmuszona byłam szukać informacji o nim na stronach polsko- i angielskojęzycznych. Tak też trafiłam na vitas.phorum.pl.

Niestety, moi znajomi nie podzielali mojego zachwytu „piejącym ruskim”,więc świadomość istnienia innych V-fanek była dla mnie nader wspierająca. W kraju nie pałającym miłością do Rosjan, można się poczuć dziwadłem głośno mówiąc o wielkiej sympatii do jednego z nich. Cóż...Na szczęście sytuacja wolno, acz stale się poprawia.

Wracając do tematu... Lekkie uzależnienie (mój brat miałby odmienne zdanie, co do siły nałogu...) od głosu Vitasa dało nader ciekawe rezultaty. Zaczęłam się uczyć cyrylicy, zakupiłam rosyjskie literki na klawiaturę...i odkryłam świat za wschodnią granicą! Świat, z całym swoim bogactwem. To nader trudno opisać... Niby o Rosji coś wiedziałam,ale...Ale właśnie. Bariera językowa powodowała,że równie dobrze za wschodnią granicą świat mógłby się kończyć wielkim urwiskiem- mniej więcej, jak Świat Dysku.

Znajomość cyrylicy, oraz wyjątkowo pomocne translatory on-line pozwoliły mi zajrzeć do świata do tej pory dla mnie niedostępnego. Świata, który okazał się o tyleż fascynujący i pociągający, co i nie zrozumiały czasami. I ten język! Trudno mi było uwierzyć,że to ten sam rosyjski, którego słuchałam w szkole. Piękny, śpiewny, kojący... Tak, tak- kojący. Nie wiem, co w tym języku jest tak niesamowitego, lecz dla mnie kawałki po rosyjsku są najlepszym lekarstwem na skołatane nerwy. Gdy już pożeglowałam światłowodami i kablami na wschód, zaczęłam poznawać ludzi tam mieszkających, bywać na forach, blogach.

Nowe możliwości dodatkowo spotęgowały potrzebę nauczenia się rosyjskiego, co powoli, niesystematycznie, acz uparcie robię. Z wielkim zaskoczeniem stwierdzić muszę,że nauka ta jest i przyjemna i w miarę prosta. Nasuwa mi się więc pytanie o kompetencje mojej nauczycielki od „ruskiego” z podstawówki... Wtedy, ten język wydawał mi się tak prosty, jak, mniej więcej, chiński.

Gdy ja zaczynałam przekraczać „wschodnią granicę”, koleżanki Rita i Iza (ktoś jeszcze?- nie obrażajcie się, jeśli pominęłam... To już pewnie skleroza...) wpadły na genialny pomysł założenia forum, na którym nie tylko bezkarnie będzie można obgadać Vitasowe cztery litery, ale też podzielić się wiedzą o innych rosyjskich artystach: http://piewcy.phorum.pl/

To był strzał w dziesiątkę! Ludzie, atmosfera, coraz to i ciekawsi artyści. W sumie, to głównie dzięki temu forum poznałam innych „narodnych piewcow”.... To jedna z tych fascynujących rosyjskich rzeczy- co drugi artysta jest u nich „narodnyj”, zauważyliście?

Obecnie swobodnie lawiruję od ewidentnego i bezczelnego popu po rock i pogan-metal. :):) Przykro mi, ale ostrego metalu po rosyjsku nie trawię. Tak jak i po czesku. Choć pewnie miłośnicy i takich klimatów istnieją. Słucham tak wielu wykonawców, że nie będę ich wymieniała. Zresztą, jestem w miłości do nich niestała i często zmieniam idoli. Wszystko zależy od nastroju i od chwili.

Czasami po prostu puszczam rosyjskie radio albo muzyczną telewizję on-line. I cieszę się jak dzieciak, gdy coś zrozumiem. A to, na szczęście, zdarza się coraz częściej. I kto by uwierzył, że wszystko zaczęło się od najzwyklejszego „doła” i nieprzespanej nocy spędzonej przy komputerze? Od tamtego czasu, trochę się już wydarzyło.

W mojej historii jest miejsce na wielki zachwyt Vitasem,na wielkiego focha na niego, na fascynację przeróżnymi artystami, na wielkie plany spotkań Piewcowych, na wielkie rozczarowania, gdy nie udało mi się na nie przybyć,na pogaduchy o muzyce rosyjskie, na obgadywanie artystów, na nieśmiertelne photo-story... Ale też na chwilowe rozstania z forum, gdy w życiu coś zaprzątnęło mnie bardziej. Znalazło się też w niej miejsce dla Rosji jako takiej, oraz dla ludzi, którzy tam mieszkają, których wciąż staram się poznać i zrozumieć.

Czasami jest to trudniejsze, niż się wydaje. Wcale mnie to jednak nie zniechęca. Lubię wyzwania. :):) Jednak najważniejsi są wciąż dla mnie ludzie poznani na Forum Muzyki Rosyjskiej. Te wszystkie świetne babki i rodzynki męskie! Bez tych ludzi to Forum nie byłoby tak wspaniałym, niepowtarzalnym miejscem. Za to Wam wszystkim dziękuję. Mam nadzieję,że uda mi się już niedługo spotkać Was, Piewców w realu. I że pójdę za ciosem i pojadę zobaczyć i poczuć Rosję osobiście.

Ps. A jak mi się nie spodoba w Rosji, to rachunek za wycieczkę wyślę Vitasowi, bo to wszystko przez niego! :):)

sobota, 05 marca 2011
Aleksey Vorobyov - tegoroczny reprezentatn Rosji na konkursie Eurowizji!

2011

Aleksa pierwszy raz zobaczyłam na kanale ru.tv około pół roku temu i powiem szczerze, że teledysk zwalił mnie z nóg, bo jak tu pozostać obojętną kiedy w teledysku widzi się młodego, przystojnego blondyna, który nie dość że świetnie tańczy i śpiewa to i sam teledysk zrobiony był z humorem. Jak się później okazało młodym piosenkarzem był Aleksey Vorobyov, a piosenka nosiła jakże skomplikowany tytuł „Bam Bam”.

Z ciekawości weszłam na jego stronę. I można powiedzieć, że wpadłam jak śliwka w kompot, a od tego jednego teledysku zaczęłam się nim interesować.

Aleksey urodził się 19 stycznia 1988 roku w Tule, w rodzinie jak to sam często mówi „w której było mało pieniędzy i dużo dzieci”. Utrzymaniem rodziny zajmował się tylko ojciec, a w domu oprócz Aleksa był jeszcze starszy brat Sergey i młodsza siostra Gala. Przez całe dzieciństwo łączył naukę w szkole muzycznej w klasie akordeonu z grą w piłkę nożną, w młodzieżowej tulskiej drużynie. Jednak kiedy przyszło mu wybierać: muzyka czy football, wybrał muzykę. Jak sam twierdzi na scenie i na boisku panują takie same emocje, a każdy chce wygrać. Mimo że Aleks spełniał się muzycznie grając na akordeonie to jednak cały czas marzył o tym żeby zacząć śpiewać. Dlatego też zakończył swoją naukę w klasie akordeonu i ku konsternacji rodziców i pedagogów zaczął uczęszczać do szkoły muzycznej w klasie wokalu. Kiedy skończył 16 lat został solistą folkowego zespołu „Uslada” z Tuły.

Aloszka

Wiosną 2005 roku zostaje zwycięzcą 'Дельфийских игр' (Delphic gry) zdobył wówczas złoty medal w kategorii wokal. W tym samym roku, mając zaledwie 17 lat przyjechał do Moskwy na casting do rosyjskiej wersji „The X Factory” w Rosji noszącej nazwę „Секрет успеха”.

sekret

Aleksey dostał się do finału i został jednym ze zwycięzców. Po wygranej postanowił przenieść się do stolicy i zaczął uczęszczać do szkoły imienia Gnesinyh.

Już w czasie trwania programu opiekunem Alekseya była Ekaterina von Getchmen-Valdek, która po zakończeniu show została jego producentem, a później agentem kinowym.

Swój pierwszy kontrakt Aleks podpisał w 2006 roku, mając zaledwie 18 lat. W tym samym roku w czasie trwania szczyty G8, który wówczas odbywał się w Rosji, młody artysta wykonał oficjalny hymn Junior Executive J8 i wstąpił na otwarciu i zamknięciu szczytu. Patrząc obiektywie rok 2006 był bardzo owocny dla Aleksa, bo wówczas rozpoczął karierę aktorską i to od razu grając główną postać. Vorobyov zagrał w interaktywnym serialu Мечты Алисы, emitowanym na MTV Russia. W 2007 roku podczas rozdania nagród MTV Russian Music Award Aleks otrzymał statuetkę w kategorii „Odkrycie MTV-2007”.

MTV

W całej jego biografii najbardziej urzekło to iż w wieku 19 lat Aleks postanowił zostać Ambasadorem Dobrej Woli przy ONZ. W ostatnich latach z fundacją współpracowali: Shakira, Nelly Furtado, Alicja Keys i Justin Timberlake. Dzisiaj artysta ten odpowiada za wszystkie programy ONZ dotyczące HIV/AIDS w Rosji. Jednak na tym jego działalność się nie kończy, ponieważ Aleks jest także ambasadorem oraz aktywnie uczestniczy w młodzieżowym programie 'Dance4Life' i funduszu UNICEF.

Dance

Jednak Aleks nie jest tylko piosenkarzem, ponieważ oprócz serialu MTV zagrał w wielu filmach. Na swoim koncie aktorskim ma ponad 10 głównych ról. Przez około dwa lata, od 2008 do 2010 uczęszczał do Szkoły Moskiewskiego Teatru Artystycznego w klasie Serebrennikova. Studia rzucił tylko dlatego, że nie mógł ich pogodzić z koncertami i grą w filmach.

v lesach

Nie będę ukrywała, że od kiedy przeczytałam informacje o nim zamieszczone na stronie internetowej stałam się jego wielką fanką. Jednak stwierdzenie, że jestem jego największą fanką w Polsce było by obraźliwe, bo razem ze mną pełnemu uwielbieniu dla Aleksa oddawała się też Fanny.

Na stronie wyczytałam, że Aleks zawsze śpiewa na żywo. Nie zależnie czy jest to koncert czy występ w telewizji. Śmiało mogę powiedzieć, że to prawda. Obejrzałam chyba wszystkie filmy zamieszczone na YouTube, RuTube czy na oficjalnej grupie fanów Aleksa na vkontakte i nigdy nie musiałam się zastanawiać czy to playback czy też nie.

Pod koniec 2010 roku Aleks wziął udział w show Kanału Pierwszego „Lód i Płomień”, jego parterką została Tatiana Navka. Założeniem projektu było to iż pary składające się z zawodowego łyżwiarza i gwiazdy walczyły między sobą o zwycięstwo, można powiedzieć że program był połączeniem „Tańca z Gwiazdami” i „Gwiazdy tańczą na lodzie”, ponieważ pary raz tańczyły na parkiecie a raz jeździły na łyżwach. Sam program nie budziłby jakichś większych emocji gdyby nie fakt iż Aleks w czasie trwania całego programu (od 19 września do końca grudnia) był kontuzjowany 3 razy. Kontuzje były na tyle poważne, że wróżono mu szybkie opuszczenie programu. Już w drugim odcinku występował ze złamaną ręką, później nabawił się zerwania więzadeł w nodze, a na końcu złamał sobie palec u prawej ręki. Do kontuzji można także zaliczyć oparzenie od cygara, które było elementem jednego z występów jednak Aleks będąc już na scenie zorientował się, że nie ma go gdzie zgasić. Jedyne co mu pozostało to zgasić je o własną dłoń. Żadna z tych kontuzji nie przeszkodziła mu w dalszym udziale w programie, jego uparte dążenie do celu przyniosło oczekiwany efekt jakim było zwycięstwo w programie.

Stale śledzę informacje pojawiające się na jego stronie internetowej i vkontakte. Po pewnym czasie stwierdziłam, że można by przybliżyć jego sylwetkę polakom i założyłam bloga na którym zamieszczam wszelkie informacje jakie pojawią się w internecie, oczywiście przetłumaczone na nasz piękny język. Około miesiąc temu pojawiła się informacja, że Aleks wyjeżdża do Los Angeles. Okazało się, że młodym artystą zainteresował się producent Lady Gaga – RedOne. Nie powiem nie byłam zadowolona z tej informacji, bo wszyscy wiemy jaka jest Lady Gaga, bałam się że z tego naprawdę wartościowego artysty zrobią produkt medialny. Nadal nie podoba mi się to, że w kontrakcie, który podpisał z RedOne Aleksey na świecie ma być znany jako Alex Sparrow.

LA

Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, dzięki temu kontraktowi Aleks w końcu wydał swój pierwszy rosyjskojęzyczny album „Detector Lzhi Alekseya Vorobyova”. Album swoją prezentację miał na dwa dni przed wylotem Aleksa do Los Angeles, to jest 15 lutego. Materiał na płytę został nagrany już półtora roku temu, ale w rosyjskich rozgłośniach radiowych powiedziano mu, że z takim materiałem może przyjść dopiero za 5 lat. W sklepach krążek pojawi się dopiero po 8 marca, ale wiem że jego fani już nie mogą się doczekać, żeby go kupić.

Detector

Jeśli chodzi o Eurowizję, to można powiedzieć, że tutaj idealnie sprawdza się powiedzenie „do trzech razy sztuka”. Aleks miał trzy podejścia do tego konkursu. Po raz pierwszy było to w 2008 roku z utworem „New Russian Kalinka” zajął wówczas 5 miejsce, a jak wiemy wygrał Dima Bilan.

Rok później znów znalazł się w gronie finalistów, jednak został zmuszony do wycofania swoje kandydatury ze względu na udział w innym projekcie. Może nie do końca zabawne, ale w pewien sposób komiczne jest to, że w eliminacjach Aleks brał udział ze złamaną jedną ręką. W czasie wykonywania jednej z akrobacji już podczas głównego występu uszkodził sobie również drugą.

eurowizja ręce

Jednak Aleks jest świetnym przykładem, że jeśli się o czymś bardzo marzy to trzeba do tego dążyć wszelkimi drogami. Jego wielkie marzenie o reprezentowaniu swojego kraju na Eurowizji spełniło się. W tym roku Pierwszy Kanał rosyjskiej telewizji skorzystał z prawa do wyboru reprezentanta na Konkurs Piosenki Eurowizji 2011, którym został właśnie Aleks. W Niemczech wystąpi on z utworem „Get You” napisanym przez RedOne. Nie będę ukrywała, że chciałabym żeby wygrał i będę wysyłała tyle smsów ile tylko mogę.

Patrząc obiektywnie, o ile jest to możliwe jeśli jest się czyjąś fanką, ale w każdym razie znając utwory napisane przez RedOne Aleks ma spore szanse żeby zająć wysokie miejsce na Konkursie Eurowizji. Mam tylko nadzieję, że jeśli już zdobędzie sławę to pozostanie sobą tak jak to było do tej pory. Nie chcę patrzeć jak zmienia się w wyrachowaną gwiazdkę, bo przy całej sławie jaką ma w Rosji Aleks nadal ciężko pracuje na swój sukces i nie obnosi się z tym. Wyczytałam gdzieś, że odkąd zaczął dobrze zarabiać to utrzymuje całą swoją rodzinę. Mam nadzieję, że chociaż po części jest to prawda i że dalej pozostanie facetem dla którego najważniejsza jest rodzina.

atagA

Aloszka

 

piątek, 04 marca 2011
BILETY NA KONCERT VITASA JUŻ W SPRZEDAŻY!! - odwołany

 

Niestety z przykrością informujemy, że koncert Vitasa został odwołany w bardzo przykrych dla nas okolicznościach. Czujemy się zawiedzeni postępowaniem Managera Vitasa i jest nam wstyd za polską firmę, która ten koncert podkupiła i swoim działaniem doprowadziła do tego, że w efekcie Vitas w maju się nie pojawił. Prowadzona przez nas strona Vitasa została zawieszona. 

W dalszym ciągu pozostajemy w szacunku do  twórczości i wspaniałego głosu Artysty.

Niestety nie będziemy wspierać działań firmy, która w nieuczciwy sposób postąpiła nie tylko z biznesem polskim ale też  z kilkusetosobową grupą fanów Artysty z Polski i zagranicy.

 

Mamy bardzo dobrą wiadomość dla wszystkich fanów Vitasa i nie tylko!!!! Ruszyła już sprzedaż biletów na PIERWSZY koncert tego niesamowitego artysty w Polsce!! Wszystkich zainteresowanych zachęcamy do kupna biletów pod tym adresem: http://fanimuzykirosyjskiej.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=100&Itemid=156 :)

Przypomnijmy iż koncert Vitasa odbędzie się 28 maja 2011 roku w Sali Kongresowej w Warszawie :) Bilety można nabyć już za 75 złoty :)

Pierwszy koncert zdarza się tylko raz! Nie może was tam zabraknąć! :)

 

 

niedziela, 05 września 2010
moja przygoda z muzyką rosyjską Bolek

Czym jest muzyka? Sztuką? Emocją? Komunikatem? Wyraża nasze najskrytsze marzenia i pragnienia, pozwala przenieść się w inny wymiar, zrelaksować lub naładować pozytywną energią, oszaleć, zwariować, poddać się dzikim rytmą lub zanurzyć w głąb siebie...jest jak powietrze, potrzebane do życia...jak woda po wyczerpującym marszu, jak ramiona ukochanej po długiej podróży i jak przyjaźń prawdziwa i kolorowa...

...z małą  wesołą jędzą i jej mp3 dudniącą w długie wieczory spędzone nad kolejnym trudnym projektem,  wyznaczającą biurowe trendy muzyczne. Wielkie brązowe oczy, którym od lat nie potrafię się oprzeć i które robią sobie ze mną co chcą  patrząc z wyrzutem "nie podoba ci się?".

 

I wreszcie forum niewinnie i delikatnie...wciagnęło mnie jak ruchome piaski i przyprawia o emocje, których wcześniej nie znałem. Humor, luz, kobiety i śpiew...czego mężczyzna może chcieć więcej?

 

Chaos

Przygoda? Kiedy się rozpoczeła? Nie wiem,  ale trwa i dobrze, bo wzbogaca we mnie wszystko to, czym dla mnie jest muzyka i sprawia, że chce się więcej i więcej...

 

No bo kto im się oprze?

 

 

 

 

 

 

Jemu moge się oprzeć ale jego muzyce, dzięki małej wrednej jędzy....niestety nie!

 

 

 

 

 

DROPS?! DROPS!!!

 

zasłyszane w samochodzoe na trasie Poznań - Warszawa, godzina 4.00 nad ranem

"Tobie Bolek to trzeba jak chłop krowie na rowie tłumaczyć, że Vitas to kontratenor człowieku, jak sopran,  nie syrena pożarnicza! I nic mu nie wycieli...tylko płetwy mu doczepili, kumasz?"


 

moja przygoda z muzyką rosyjską Fanny

Wszystko zaczęło się od tego, jak kilka lat temu trafiłam na rosyjski kanał muzyczny. Do tamtej pory żyłam w przeświadczeniu, że rosyjski to 'śmieszny' język, którego moi rodzice i dziadkowie musieli się uczyć, bo tego od nich wymagano. Od dziecka miałam zakodowane, że język rosyjski jest zwyczajnie prosty i znajomość jego przychodzi 'od tak'. No cóż, jak się później okazało, właśnie tak było. W naukę nie wkładałam większego wysiłku, a i tak szło mi dobrze. Co nie znaczy, że chętnie się uczyłam... W szkole podstawowej zaserwowano mi trzeciopokoleniową 'powtórkę z rozrywki', gdyż musiałam uczyć się tego języka, jako głównego... I wówczas, prawie jako powinność traktowałam swój negatywny stosunek do niego. Tak minęły mi trzy lata szkoły podstawowej. Umiejąc tyle, ile musiałam umieć, z wielką ulgą w sercu, że nie będę musiała już znosić 'rusyfikacji', zaczęłam naukę w gimnazjum. Po ponad roku, od ostatniej lekcji języka rosyjskiego trafiłam na wyżej wspomniany, oraz bliżej nie określony kanał muzyczny. Piosenki, które tam usłyszałam bardzo mi się spodobały i byłam w o tyle dobrej sytuacji, że potrafiłam dobrze czytać cyrylicę. Na początku był Dima Bilan i inni jemu podobni wykonawcy.

 

 

 

Muszę przyznać, że trafiłam tam również na piosenkę 'Opera no. 2' niejakiego Vitasa. Łysy facet wchodzi do pomieszczenia, jako, że oprócz płuc posiada jeszcze skrzela rzuca się do wanny, a nabrawszy 'powietrza' zaczyna w obłąkańczy sposób udawać syrenę strażacką... cóż, Rosja powiedziałam sobie.

 

 


Jako oficjalnie lubiąca piosenki serwowane przez owy kanał kontynuowałam jego oglądanie. Pewnej słonecznej soboty, około południa, w lato 2005 roku zobaczyłam, że na moim do tej pory jednym z ulubionych kanałów nie lecą teledyski, tylko jakiś koncert. Zostawiłam na chwilkę, żeby przyjrzeć się wykonującemu. Po chwilce dotarło do mnie, jaki on jest przystojny... i jaka ta piosenka jest fajna i... kto to w ogóle jest? Jak wryta, z otwartą buzią oglądałam owy koncert do końca. Niestety, w napisach końcowych nie było nic o tym, jak nazywa się ten piosenkarz. I cóż, zostało mi czekać... Czekałam kilka dni na powtórkę aż w końcu pojawiła się i ona. Początek koncertu... znowu nie zauważyłam, kto to wykonuje. Czekamy do przerwy. Możecie sobie wyobrazić mój szok, kiedy zobaczyłam 'Vitas'... Ten sam Vitas?! Ten facet ze skrzelami, rozbijający swoim głosem wszelkie szkło? No cóż okazało się to prawdą. Od tamtej chwili jakoś innym okiem spojrzałam na 'Operę no. 2'. Najpierw się do niej przekonałam, a potem pokochałam ją miłością bezgraniczną.

 

Wracając do samego Vitasa. Od tamtej pory natarczywie prosiłam znajomych, o ściągnięcie mi jakiś jego piosenek (akurat wtedy nie miałam w domu komputera), niestety, nigdzie nie było po nim 'ni widu, ni słychu'. Cóż, wymyśliłam zatem inny sposób. Wygrzebałam gdzieś stary dyktafon i dzięki temu ustrojstwu (przy okazji kolejnej powtórki) nagrałam sobie cały koncert na kasetę. Słuchałam jej w dzień i w nocy i kiedy tylko jeszcze można było. Tak na prawdę od Vitasa zaczęło się moje szersze zainteresowanie muzyką rosyjską. Pomyślałam, że skoro On jest Rosjaninem, to przecież nie może tam być aż tak źle, jak dotąd słyszałam... Poza tym, ten język... w ustach Vitasa nie brzmiał on już tak, jak w ustach mojej nauczycielki, swoją drogą pełnej niechęci do mnie... Pomyślałam, że muszę, ale to muszę się go nauczyć, bo w końcu łapię tylko ogólny sens tekstu... Czytać umiałam, więc wiedziałam jak się która piosenka nazywa, ale co z tego, kiedy ja chciałam zrozumieć wszystko? Dlatego od tamtej pory zamiarowałam rozpocząć naukę języka mojego Idola. Zajęło mi to... trzy lata. Bo a to inne zajęcia a to to, a to tamto. Zresztą ja już tak mam, że zabieram się do wszystkiego, jak sójka za morze... Nadszedł czas wyboru liceum. Od długiego czasu wiedziałam, że wybiorę klasę językową. Będąc przekonaną, że rosyjskiego i tak się kiedyś nauczę, wybrałam, oprócz angielskiego, wybrałam język włoski (zachłanność w kwestii znajomości języków obcych, to moja domena). Pierwsza klasa w liceum, to był totalny koszmar, więc nie było mowy o żadnym dodatkowym zajęciu. Od drugiej klasy jednak zdecydowanie pomaszerowałam do nauczycielki mojej przyjaciółki z innej szkoły. Powiedziałam jej co i jak, że zdecydowanie chcę zdawać z rosyjskiego maturę, a potem być może związać z tym językiem swoją przyszłość. Pani z radością przejęła kontrolę nad moimi postępami i... bardzo dobrzej jej to wyszło. Tyle o nauce... co ja miałam powiedzieć? Okres liceum to czas, kiedy muzyka rosyjska (nie tylko Vitas, bo również i np. Dima Bilan, Sergey Lazarev i Zhasmin) przeplatała się w moim odtwarzaczu z moją drugą, pomniejszą, muzyczną miłością, jaką są m.in.: The Doors, Led Zeppelin, Queen, Deep Purple oraz nasz rodzimy Dżem.

 

Nie wiem w którym momencie muzyka zza wschodniej granicy zdominowała moją playlistę, ale tak się stało. Od jakiegoś czasu słucham piosenek śpiewanych prawie tylko po rosyjsku. Nie wiem z czego to wynika, chociaż być może odpowiedzią na to, będą słowa Janusza Józefowicza- "Myślę, że piosenki rosyjskie, łatwiej niż piosenki innych narodów, trafiają do naszych słowiańskich serc. Czy to rzewność melodii, czy śpiewność języka, coś sprawia, że podświadomie pędzimy gdzieś tam daleko na wschód, nie zważając na granice i podziały polityczne." Jako samozwańcza super-słowiańska dusza identyfikuję się z tymi słowami.
Obecnie rozpoczynam studia na kierunku tłumaczenia ze specjalnością języka rosyjskiego, planuję kolejne wyprawy do Rosji oraz staram się oświecać społeczeństwo w kwestii muzyki i kultury rosyjskiej. Przychodzi mi to bardzo ciężko, lecz żywię nadzieję, że to się opłaci. Razem z kompanami z forum o muzyce rosyjskiej- http://www.piewcy.phorum.pl jesteśmy w naszych działaniach dobrej myśli.

 

 

moja przygoda z muzyką rosyjską AtagA

Swoją przygodę z muzyką rosyjską zaczęłam tak mniej więcej w październiku 2006 roku. Zabrzmi to banalnie, ale wszystko zaczęło się poprzez kupno satelity. Wiadomo, gdy pojawia się nowy przedmiot to towarzyszy temu fascynacja, a że muzyka zawsze mi towarzyszyła, to pierwsze co zrobiłam, to sprawdziłam jakie kanały muzyczne odbieramy. I tak trafiłam na kanał Music Box. Teraz już nie pamiętam czy muzyka urzekła mnie od razu, jednak taka całkowita fascynacja zaczęła się od piosenki zespołu 'Челси – Самая любимая'.

Zafascynował mnie teledysk. Można powiedzieć, że zespół Челси jest to taki typowy boysband. Czterech mężczyzn, każdy przystojniejszy od drugiego. W teledysku do piosenki ' Самая любимая' każdy z nich jest jednym z żywiołów (ziemia, wiatr, woda, ogień). Gdy widzi się taki teledysk i takich mężczyzn jak można nie pokochać ich muzyki? Wiedziałam, że muszę mieć tę piosenkę. Zdobycie jej stanowiło dla mnie nie lada wyzwanie, ponieważ nie znałam wówczas alfabetu, ale udało się. I tak się potoczyło.

Byłam wówczas w trzeciej klasie gimnazjum. Miałam przed sobą wybór szkoły, ale jedno wiedziałam na pewno: muszę uczyć się języka rosyjskiego. Niestety tam gdzie złożyłam dokumenty do wyboru był tylko francuski bądź niemiecki, ale ktoś lub coś chciało inaczej. Do tamtej szkoły się nie dostałam (miało to być technikum), poszłam do liceum gdzie do wyboru miałam niemiecki, francuski, łacinę i rosyjski. Bez chwili zastanowienia wybrałam rosyjski. I chyba taką moją największą radością było opanowanie alfabetu.

Teraz, już mogłam 'rozszyfrować' strony internetowe, no i tytuły piosenek bądź nazwy wykonawców. Z czasem zaczęłam też coraz więcej rozumieć. Pamiętam, że byłam z siebie bardzo dumna, gdy usłyszałam piosenkę 'Верона – Шаг за шагом' i zrozumiałam słowa 'Я не понимаю, что делаю'.

Później przyszły następne piosenki i kolejne powody do dumy. Byłam szczęśliwa, bo rozumiałam coraz więcej, aż trafłam na piosenkę 'Ахра - Карие глаза', której tytuł tak naprawdę poznałam dopiero jakiś czas temu, za to słowa 'Это небо для тебя, Эти звезды для тебя, Это солнце светит только для тебя, ты моя любимая, Ты моя хорошая, Ты моя девчонка, девочка моя.' znałam na pamięć.

 

 

Z biegiem czasu moja pasja przerodziła się w miłość i to nie tylko do muzyki, ale także do kraju. Nie zwracam uwagi na spory, nie obchodzi mnie to jak zachowują się tamtejsi ludzie. Kocham ten kraj za przepiękne miasta jak Sankt Petersburg, za Moskwę, za przyrodę, za tradycję, herbatę z samowara i matrioszki. Nie wymieniłam tutaj muzyki bo ją uwielbiam szczególnie za teledyski. Za ich pomysłowość. Można tu pokazać choćby teledysk do wymienianej już piosenki ' Самая любимая', czy chociażby grupę 'Фабрика' i utwór Зажыгают Огоньки'.

 

Klimat teledysku utrzymany jest w bajkowym charakterze, przypomina coś na wzór naszej dawnej nocy świętojańskiej. Historia, którą opowiada nawiązuje do naszych Sobótek, ale nie ma się co dziwić w końcu nasze obyczaje się bardzo podobne.

W teledyskach podoba mi się także to, że nie emanują one seksem, nie prezentują tylko kobiet skąpo odzianych tańczących na rurze. Nie mówię, że takie się nie pojawiają, ale nie jest to co drugi teledysk – w przeciwieństwie do tych, co wyświetlają u nas. Podoba mi się także to, że są kanały na których puszczają TYLKO rosyjską muzykę, na szczęście tylko takie odbieram (Music Box i ru.tv).


Moja przygoda z muzyką, językiem i kulturą nadal trwa. Właściwie to jestem dopiero na początku, ponieważ mam zamiar związać swoją przyszłość z tymże językiem.

 

| < Grudzień 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31